ąpij

Blog

  • wtorek, 17 kwietnia 2018
    • Guzik

          Wpis jest i reklama też jest - no to kicha i poszukiwanie grosza przez blox (czytaj Agorę) wygląda już żenująco. Może następnym etapem będzie pobieranie opłat? Żeby było śmieszniej, wyświetla mi się reklama Play, jak sądzę została dobrana pod moje preferencje śledzone przez jakiegoś szpiega, bo sprawdzałam stawki za numer na kartę, który miałam zamiar kupić na krótko, żeby mieć osobny do załatwiania spraw mieszkaniowych, przede wszystkim po to, aby skanalizować spam, który przy tym temacie pojawia się w ilościach zastraszających (oferty kredytów hipotecznych od wszelakich możliwych instytucji). Według internetowej wyszukiwarki oferta Play miała być najkorzystniejsza, starter darmowy i pakiet podstawowych usług też za darmo, wystarczyłoby mi kilka miesięcy, potem niech się numer wygasi. Wizyta w salonie tejże sieci trwała 5 minut, chłopczyk o wyglądzie studenciaka na śmieciówce, OCZYWIŚCIE wykazał się nieumiejętnością rozumienia słowa mówionego i na hasło "najtańszy starter, numer na kartę na krótko bez żadnych bajerów", zaproponował umowę na dwa lata i "wyjątkowo atrakcyjną ofertę" z telefonem. Podziękowałam grzecznie i w tył zwrot, utwierdzając się tylko w przekonaniu, że jak za ladą siedzą dzieci, od razu mogę zrezygnować - tak mają wbite w mózgi stawki prowizji za sprzedawanie "wyjątkowo atrakcyjnych produktów", że kompletnie nie słyszą (o rozumieniu nawet nie mówiąc) klienta, który jest zainteresowany czymś innym. Tym samym od razu skasowałam sieć, która w ten sposób dobiera "pracowników" - ma być młody, żeby był tani na śmieciówie i na tym koniec. Play, całkiem niedawny debiutant, na giełdzie cienko przędzie. Pewnie wszystkie środki pozyskane z akcji wywalił na setki bilbordów z obowiązkowo uśmiechniętą rodziną "taką jak twoja". Moim skromnym zdaniem to nie działa.
          Numer kupiłam w Virgin Mobile, kosztowało mnie to 5 zł. Można? Można. Bez salonu i reklam wyskakujących zewsząd. Zamiast do "salonu" weszłam do kiosku z akcesoriami i serwisem w przejściu podziemnym obok Dworca Centralnego (na internetowej mapie punkt wypadał dokładnie pośrodku skrzyżowania ulic), załatwiłam sprawę również w 5 minut, następne 5 minut trwało zarejestrowanie numeru przez internet z konta bankowego. Sprawdziłam, że wysyłanie sms-ów działa. I teraz numery mam dwa, ten drugi podałam już pośrednikowi od nieruchomości, ciekawe, kiedy się odezwie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Guzik”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      wtorek, 17 kwietnia 2018 10:20
  • czwartek, 12 kwietnia 2018
    • Antyreklama

          Miesiąc bez wpisu i blox wstawia reklamy. Niedoczekanie! Wprawdzie mam o czym pisać, z byle drobiazgu mogłabym stworzyć nie tylko notkę, a cały elaborat, ale nie mam czasu. A bardziej okazji i ochoty. Nie da się ukryć, praca wysysa soki i tylko czekam, kiedy będzie można uciec na emeryturę - jak najwcześniej. W najlepszym razie i tak będzie to ustawowe minimum, więc "zbieranie kapitału" mnie nie dotyczy, a nawet jakby dotyczyło, przelicznik typu: wpłacaj przez 10 lat 200 zł składek więcej co miesiąc, dostaniesz emeryturę wyższą o 20 groszy, jakoś mnie nie przekonuje. No to tyle. Jakiś wpis jest, spokój z reklamami na miesiąc, a potem może mi przyjdzie do głowy coś ciekawszego do napisania niż ... ale nie uprzedzajmy faktów... :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 kwietnia 2018 14:43
  • czwartek, 01 lutego 2018
    • "dobra" zmiana

          Jak można było się spodziewać, kolejny raz TA władza zafundowała mi (mnie osobiście) podwyżkę podatków. Ordynarnie i bez mrugnięcia okiem twierdząc, że a) nic się nie zmieni, b) zmiany są korzystne.
          Poprzednio za rządów panów Kaczyńskich ("jak zostanę prezydentem, mój brat nie będzie premierem"), opcja a) polegała na skasowaniu rozliczania małych dzieł w skali roku, co spowodowało pełne opodatkowanie akurat tych najmniejszych do 200 zł, co rzeczywiście tak pomogło najmniej zarabiającym, i do tego na takich "śmieciuszkach" z konieczności, jak jasna cholera. To było pierwsze DLA MNIE poważne uderzenie po kieszeni kilkanaście lat temu. Tym razem mamy opcję b), która CAŁKOWICIE wyrzuciła z dzieł zaliczanych do twórczych układanie krzyżówek, rebusów, szarad i tak dalej. No, jak napisanie szarady jest mniej twórcze od napisania notki do gazety o otwarciu Biedronki, co podlega pod dziennikarstwo, albo mniej twórcze od wycinanki powielanej wg wzoru, co podlega pod sztukę ludową - to nie ma o czym mówić. Jakaś ustawa o prawach autorskich to żaden argument przecież. Fachowość TEJ władzy nie pozostawia żadnych złudzeń. Żeby było ciekawiej, nowa pani minister, Teresa Czerwińska, jak najbardziej jest bezpośrednio zainteresowana tym właśnie tematem, albowiem sama jest szaradzistką publikującą swoje zadania od lat na łamach "Rozrywki". Najwyraźniej nie miała udziału w tworzeniu listy działań twórczych uprawnionych do korzystniejszego opodatkowania, dostała ją w prezencie i to, co weszło w życie od tego roku, już weszło i szlus. W skali ministerialnej pewnie ten zarobek nie jest na tyle znaczący, aby skłonił panią minister do inicjatywy nowelizacyjnej czy podobnych kroków. Przepadło i tyle.
          W firmie wprawdzie od razu została uruchomiona konsultacja prawnicza, bo na logikę czasopismo szaradziarskie i krzyżówki przysyłane przez różnych autorów, nie różni się formalnie od czasopisma literackiego zamieszczającego np. opowiadania różnych autorów, ale osobiście uważam, że sprawa stoi na przegranej pozycji. Jak ktoś stwierdzi, że krzyżówkę może ułożyć komputer (bo istotnie wypełnić diagram słowami może - w końcu tak ja to robię), ale już nie będzie w stanie zrozumieć, że tenże komputer kształtu diagramu sam nie wymyśli, nie wybierze zestawu słów według kryteriów łatwości albo tematycznego, ani objaśnień nie napisze innych niż kopia słownika, więc krzyżówka też jest dziełem człowieka w zasadniczej części - nie będzie żadnej dyskusji. Fotograf, który przecież także posługuje się sprzętem (i to w znacznie większym stopniu niż układacz krzyżówek, bo bez aparatu nic nie zrobi, a bez komputera zrobić krzyżówkę też się da), jakoś nie budzi wątpliwości, że jego zdjęcie jest dziełem człowieka, a nie maszyny tylko przez człowieka obsługiwanej. Nie mówiąc nawet o takich "dziwadłach" jak np. szarady, tego żaden komputer nie wymyśli, ale świadomość, co to w ogóle jest i że niesprawiedliwe jest wrzucanie wszystkiego to jednego wora - szkoda się łudzić, że ktokolwiek będzie się takimi drobiazgami przejmował - sruuu, płać i nie zawracaj doopy.

          To się wyżaliłam, tracąc czas i używając komputera z pracy, zupełnie, jakby ta praca była temu winna i "należało się" jej podskubywanie. Gdy jest akurat odwrotnie. Kompletnie bez sensu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 lutego 2018 11:33
  • czwartek, 04 stycznia 2018
  • niedziela, 24 grudnia 2017
    • Ciąg dalszy

      k_zbawiciela
      marszalkowska
      centr_2

          I na koniec obowiązkowo w ten dzień musi być:
      choinka
          W stolicy mają gest. Taką choinkę postawiła na klatce schodowej wspólnota mieszkaniowa. Do tego girlandy-łańcuchy wzdłuż poręczy i życzenia.
      zyczenia
          Z wyjątkiem tej zimy na zewnątrz, wszystko bardzo ładnie.
      W ogóle Święta w telewizjach, gazetach i życzeniach firmowych zazwyczaj wyglądają znacznie ładniej i poetyczniej, niż to bywa w rzeczywistości. Reklama to jest to.
          ;)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 grudnia 2017 14:36
  • wtorek, 19 grudnia 2017
    • Wielki świat...

          A jakże, w stolicy "się dzieje" i przy odrobinie szczęścia można trafić do telewizji. Trafiłabym i ja wczoraj, albowiem właśnie jechałam tramwajem, gdy miała miejsce awaria zrelacjonowana TUTAJ. Motorniczy '10' (kierunek 'Wyścigi') przez interkom poinformował pasażerów, że jest blokada na skrzyżowaniu i nie ruszy z przystanku (Plac Politechniki). Wysiadłam i podrałowałam piechotą, obserwując jak zjeżdżają się różne wozy techniczne z migającymi światłami, a na chodnikach gęstnieje tłum ciekawskich. To teraz wiem, co się wydarzyło. Gdyby było jaśniej i cieplej, pewnie dołączyłabym do gapiów, a tak poszłam w swoją stronę i po drodze widziałam następne tramwaje stające w szeregu jeden za drugim na ulicy Puławskiej.
          Zbieg okoliczności, że akurat tę trasę przemierzyłam piechotą w niedzielę, czego dowodem i efektem są właśnie poniższe zdjęcia, i dzięki temu nie zabłądziłam. Wprawdzie wyciągnęłam mapę, którą zawsze noszę przy sobie, ale w wieczornym półmroku nie byłam w stanie odczytać nazw ulic i musiałam zaufać pamięci. Czyżby siła wyższa maczała palce w tymże zbiegu okoliczności? Gdyby nie to, że musiałam wtedy z domu (czytaj: wynajmowanego pokoju) wybyć, aby nie przeszkadzać właścicielce w pracy (śmiem wątpić, czy to była prawda), z własnej woli nie polazłabym na ulice, nawet po to, aby napstrykać zdjęć do bloga. W sumie tak to wyszło.
          A ciąg dalszy? Nastąpi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 grudnia 2017 22:20
  • niedziela, 17 grudnia 2017
  • niedziela, 05 listopada 2017
    • Do pewnego stopnia...

          Jak to nagle człowiekowi zmienia się punkt widzenia. Całe (prawie) życie z nastaniem jesieni cieszyłam się, że nareszcie spokój i nawet na ulicy nikt się głupio nie gapi, bo zimno i każdy idzie, dokąd ma iść, a nie z nudów czepia się a to czapki, a to rękawiczek każda z innej parafii. Podobnie podczas deszczu było fajnie, bo nie było darcia się dzieciarni pod oknami. Jak człowiek może sobie siedzieć w domu i co najwyżej raz na tydzień wyjść na zakupy pięć minut tam i z powrotem, taka pogoda to istne marzenie. No cóż, tenże sam człowiek zaczął doceniać ciepło i słońce, gdy co dzień musi wychodzić z domu i drałować te pół godziny na przystanek (plus ok. 90 min. dojazd ze standardowymi korkami) i potem z powrotem. A przy tym ani sąsiadów pijaków nie ma nad głową, ani łomoczącej piłkami po betonie dzieciarni pod blokiem, toteż nie ma coś za coś, bo spokój byłby tak czy tak. Tylko ta temperatura i wilgoć, które właśnie zmieniły mi punkt widzenia o 180 stopni i od miesiąca już tęsknię za wiosną. A normalnie to bym się cieszyła, że nareszcie listopad. Chodzenie do pracy to wciąż jeszcze jest "nienormalnie". Nie mówiąc o tym, że metro to jest normalny środek transportu tylko w jednym polskim mieście. Z drugiej strony nie przypuszczałam, że mając w domu 14-15 stopni (i to paląc w piecu) też da się żyć i nawet głupi katar mnie nie złapał. Człowiek się jednak przystosowuje lepiej, niż sam przypuszczał. Ale tak z pięć stopni cieplej mogłoby być i żeby nie padało...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Do pewnego stopnia...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      niedziela, 05 listopada 2017 19:00
  • środa, 20 września 2017
    • Pocztówka

          Jeżeli kiedyś będę bawić się w wydawanie pocztówek, a bardzo możliwe, że będę, wykorzystam to zdjęcie. Jako jedno z wielu, także prezentowanych na tym blogu i przedstawiających nie tylko widoczki. Niektóre są bardziej typowe-pocztówkowe, niektóre, jak to poniższe, odrobinę mniej, niektóre całkiem nie z tej bajki.
      palac_w_tle
          O ile jakość zdjęcia z komórki pozwoli na druk. Jeżeli nie pozwoli, będę mieć sporo czasu na złapanie podobnego ujęcia, gdy będzie mnie stać na wypasiony sprzęt. Moje miejsce pracy w Warszawie znajduje się od tego miejsca 5 minut piechotą.
          sprostowanie: 3 minuty

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pocztówka”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      środa, 20 września 2017 19:16
  • poniedziałek, 04 września 2017
    • -VW

          Dziś dowiedziałam się, że VolkswagenBank zaprzestaje usług dla klientów indywidualnych, tym samym zamknie mi konto. Szkoda. Było prosto, bez dziwactw, reklam, wciskania kitu, za darmo i wszystko co potrzeba. Dlatego go używałam, żeby trochę zarobili na moich płatnościach kartą, choć wcześniej założyłam tylko po to, by zgarnąć premię z programu partnerskiego (jak kilkanaście innych). Za to, że ich usługa podobała mi się właśnie z racji niewydziwiania, może nawet zwrócił im się ten wydatek, w odróżnieniu od innych banków, których konta pozamykałam bez najmniejszej lojalności po zainkasowaniu premii. Po wygaśnięciu tego, pozostanie mi "zaledwie" czternaście rachunków w dziesięciu różnych bankach. Które następne do wykruszenia? Coś mi się wydaje, że będzie to jedno z tych darmowych i fajniejszych.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 września 2017 22:07
  • sobota, 19 sierpnia 2017
    • Wpis bez tytułu

          Nie wiem czy to kac, czy co innego, jeżeli kac, to zupełnie nie rozumiem.
          Przed piciem żadnej przyjemności, bo po to się pije, żeby sobie poprawić nastrój, w trakcie też bo smak piwa i wina jest wcale niesmaczny, jak z wódą nie wiem, ale chyba piekący, skoro Indianie nazwali ją „wodą ognistą”, czyli tym bardziej świństwo. A potem jeszcze gorzej, gdy się okazuje, że człowiek (to niby ja) upija się na smutno. Poprawianie nastroju wpadaniem w depresję i kaca. Bez sensu. Zupełnie. Czyli nawet na alkoholiczkę się nie nadaję. To na co zejdę na starość? „Życie jest pełne rozczarowań” – cytat, już nie pamiętam z jakiej książki. A inny, z książki, którą mam właśnie przed sobą i na dodatek z wiele mówiącym tytułem „”Życie przed sobą”: „Jak człowiek nie ma przy sobie nikogo, kto by go kochał, to robi się tłusty” - jeszcze bardziej bez sensu, bo daje mi do zrozumienia, że otaczało mnie dotąd morze miłości, a zjawiska tego jakoś nie zauważyłam. A teraz to morze niby się cofa, odwrotnie proporcjonalnie do wskaźnika BMI – czyli doświadczam właśnie, jak to jest zgubić bryłę złota, której się nie miało. Czyli tak samo jak kipnąć się na smutno w poszukiwaniu sensu, którego nie było, nie ma i nie będzie. W dodatku z opóźnieniem, bo o ile wiem, alkohol u normalnych ludzi działa trochę szybciej niż po kilku godzinach. Czyli to już ten kac? Może. Może nawet moralny, którego to pojęcia nigdy nie mogłam pojąć podobnie jak bycia za, a nawet przeciw. Ale jakby co, nadal twierdzę, że jestem abstynentką. Skoro nawet cytaty są odwrotne, to co się będę przejmować nazewnictwem. I jeszcze jeden cytat: „... bo jak się żyje, automatycznie się jest”. Tylko po co?

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      sobota, 19 sierpnia 2017 00:57
  • czwartek, 03 sierpnia 2017
    • Ostatnie obrazki

          Nie ostatnie tak w ogóle, tylko na teraz, nie wiem, kiedy będę mogła coś tu powrzucać. Za 12 godzin pewnie będę się pocić w trzydziestu stopniach gdzieś za Dęblinem i przeklinać własną głupotę.
         
      Ale niech obrazki będą optymistyczne, kwiatki zawsze są uniwersalne.
      pnacze_1
      pnacze_2
          Już wiem, co to za pnącze, powojnik 'Lambton Park'.

      fuksje
      maczek

          Ale też nie mogłam się oprzeć przed wstawieniem na koniec czegoś nieoptymistycznego.
      podrzewie
          To była ta właśnie osika, z tymi właśnie kotkami :(
      http://bp4444.blox.pl/2015/03/Plener-popoludniowy.html

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 sierpnia 2017 00:42
  • piątek, 28 lipca 2017
    • Sześć dni

          Deadline is dead. Następny za tydzień, dokładniej we czwartek. Z powodu pogody. Jak zobaczyłam prognozę z temperaturą 34 stopnie - wszelkie projekty musiały umrzeć, bo inaczej umarłabym ja z powodu udaru cieplnego.
         
      Jak ktoś widzi w tym wymówki, to niech se (!) widzi.

          Mam WAS wszystkich w dupie.

          Tak w ogóle ostatnie słowa Agnieszki Osieckiej były "Do dupy" - ciekawe, że co ktoś się trafi z właściwym poglądem na rzeczywistość, okazuje się alkoholikiem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      piątek, 28 lipca 2017 11:10
  • piątek, 21 lipca 2017
    • A więc...

          Jest rachunek za prąd. Papiery do "starego" mam w komplecie, a "nowe" to już będzie wielka niewiadoma. Nie pałam entuzjazmem, nie podniecam się "perspektywami", które realnie biorąc są żadne. Fest wybór, jak między postępującym paraliżem a skokiem z drugiego piętra, przy czym brak połamania nóg przy opcji drugiej nie wyklucza opcji pierwszej...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      piątek, 21 lipca 2017 11:01
  • czwartek, 20 lipca 2017
    • Tym razem...

          Czas mija niby tak samo jak zwykle, od drugiej połowy lipca widać już wyraźnie, że dzień trochę się skraca, w marketach już są artykuły szkolne, w ogródkach nadal kwitną kwiatki, a Biedronka nadal nie odpowiada na moje cv ponawiane na cały czas powtarzające się ogłoszenia. Żadnej zmiany, poza drożeniem żywności i różnych innych rzeczy. A jednak napisałam "niby jak zwykle". Niby, bo jak zwykle jest w okolicznościach zewnętrznych, i do nich niech się nawet zaliczy zdechnięcie kolejnego z moich bluszczów, zupełnie jak poprzednie zwiądł bez żadnego uchwytnego powodu i został mi już tylko jeden, najstarszy, ten sam od pięćdziesięciu lat, z którego wszystkie tamte były rozmnożone. Zmieniły się okoliczności moje wewnętrzne, bo decyzja o wyjeździe jakoś nie chce się rozpłynąć. Tylko czekam na ostatni rachunek za prąd (opóźnia się już dwa tygodnie) i biorę doopę w troki, aby o byt walczyć jak lew. Czy padnę jak mucha, to się okaże. Na razie nadrabiam do przodu trochę krzyżówek, do których już dawno czuję obrzydzenie, a jakby nie patrzeć, w Warszawie pierwsze kroki skieruję do redakcji "Rozrywki", w wiadomym celu, przecież wszyscy tam już powinni być na emeryturach. Drugie do ZUS-u, he-he, może nie będą się wyrabiać z wnioskami od nowych emerytów i nie będą grymasić, gdy im przyjdzie ktoś "z ulicy" gotowy od zaraz i nawet z doświadczeniem, po tylu latach tylko teoretycznym, ale jednak. Trzecie i następne to już loteria, jakie ogłoszenia się trafią, które uznam za uczciwe i sensowne. Przy jednoczesnym namierzaniu obiektów do freeganizmu - czyż nie brzmi to światowo? Wstępny deadline (znów modne słówko w obowiązkowym obcym języku) do końca miesiąca, dziesięć dni na pozbieranie. Się. Do kupy. Całkiem swojskiej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 lipca 2017 20:34
  • piątek, 07 lipca 2017
    • Skrótka

          Różane, różne, róże.
      rozane2
      rozane3
      rozane1
      rozane5
          Ten "robal" na listku po prawej stronie to larwa biedronki. Nie wysila się z szukaniem pożywienia, kilka centymetrów obok, na końcach pędów tej różyczki siedzą mszyce, wystarczy jej przejść się parę kroków i po jedzonku powrócić do "plażowania". Jakby ktoś nie wiedział, biedronki są drapieżne, żywią się mszycami, tak samo ich larwy. Widziałam jak to wygląda, zwyczajnie - podchodzi biedronka i po kawałku tę mszycę gryzie, jak my jedząc jabłko, tylko że z mszycy nie zostaje nawet ogryzek. Cóż, widok nie jest zbyt apetyczny, ale natura z zasady ludzką estetyką się nie przejmuje, lajf is brutal.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      piątek, 07 lipca 2017 10:03
  • piątek, 30 czerwca 2017
    • Obok

          Poszłam na bazar około południa i trafiłam akurat na marsz protestacyjny ratowników medycznych. Akcja, jak sprawdziłam już po powrocie do domu, była przygotowana, zapowiedziana, uzgodniona z policją itd. Sami panowie w eleganckich uniformach, z flagami, ambulanse z włączonymi syrenami, na czele rekwizyt w postaci trumny mający symbolizować rychłe zejście tych służb. Cel - łatwo się domyślić - podwyżki. Jakoś wypasione samochody i stroje z jaskrawymi napisami nie wystarczają do zaspokojenia potrzeb ludzi. Nie wystarcza im poczucie misji i zapłaty by chcieli, ależ niewdzięcznicy, no nie?
         
      W sumie, cokolwiek by o tym myśleć, ja nie pomyślałam nic. Rzuciłam okiem, nie wyciągnęłam telefonu, aby zrobić zdjęcia jak 95% ludzi na ulicy, chwilę wypadała mi trasa w tym samym kierunku, potem poszłam w swoją stronę. Od dawna nie należę do społeczeństwa, ale w tym przypadku poczucie, że wszyscy oni żyją w zupełnie innym świecie, niemal było dotykalne. Zupełnie inna planeta - od płci i wieku poczynając: sami młodzi faceci, zdrowi, na pewno z rodzinami (i 500+), mają pracę i protestują. Na chodnikach ludzie różni, ale zainteresowani widowiskiem - bo też należą do tamtego świata, w którym służba zdrowia ma istotne znaczenie. Dla mnie nie istnieje, bo z racji braku ubezpieczenia nigdy nie poproszę o żadną pomoc medyczną, choćbym miała zdychać. Tak, wiem, że ratownictwo jest budżetowe i należy się wszystkim, ale jego rola kończy się na dowiezieniu do szpitala, czyli na jedno wychodzi. Nie należę do tej bajki. Szklana ściana oddzielająca mnie od tej bajki robi się coraz grubsza, tak sama z siebie. Na co dzień tego nie widać, dopiero przy takich okazjach uświadamiam sobie jak bardzo ICH świat jest odległy od mojego. Tylko, że ta odległość w ogóle tamtym nie przeszkadza w pobieraniu podatków, w drugą stronę nie ma nic, urwał nać...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      piątek, 30 czerwca 2017 16:07
  • niedziela, 25 czerwca 2017
    • Albo - albo

          Dostałam list z ZUS-u z wyliczeniem hipotetycznej emerytury. Nic się nie zmieniło, poza tym, że przed rokiem było o półtora złotego więcej, teraz wyszło im prawie w punkt 500 zł. Nadal wyliczenie jest "po staremu", według którego mój wiek emerytalny ma wynosić 65/8, a przecież jego obniżenie jest już uchwalone. Nadal twierdzą, że ta emerytura w ogóle będzie, gdy podobno brak 15 lat składkowych ma kasować wszystko poniżej i nie będzie mi się należeć absolutnie nic. Rząd swoje, ZUS swoje, bo zapewne rząd nie zajmuje się takimi drobiazgami jak dostosowanie systemu do zmienionego prawa i nikt w ZUS-ie nie otrzymał nawet instrukcji, a już środki na zmianę systemu w ogóle mają z nieba spaść i samo niech się zrobi hop-siup. Włosy dęba stają na tę ignorancję, ale co mogę na to poradzić? Na razie tylko sobie wyliczyłam, że z danym kapitałem samo przesunięcie wieku do 60 lat dałoby mi tę hipotetyczną emeryturę w zawrotnej wysokości 414 zł. Albo tyle, albo nic. Bo taki cud, że znajdę na sześć lat pracę ozusowaną od płacy minimalnej, żeby dobić do minimalnej emerytury, jest mniej prawdopodobny niż śnieg w lipcu. Według poprzedniej władzy mam wziąć kredyt, według tej w ogóle nie istnieję, bo każdy niezarejestrowany jako bezrobotny musi mieć co najmniej dwa tysiaki na etacie. Szkoda klawiatury...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 czerwca 2017 22:02
  • sobota, 17 czerwca 2017
  • sobota, 10 czerwca 2017
    • Surrealizm

          Nieźle, śniło mi się, że jestem słoniem. A doprowadziła do tej przemiany ucieczka przed porywaczami, którzy chcieli mnie zamordować poprzez zamrożenie. Stwierdzili, że ciało zsiniałe na fioletowo jest sztywne i takie pozostanie długo, dlatego po położeniu na łóżku w stroju Ewy, w celu późniejszego bandyckiego wykorzystania (piękna perspektywa, nie ma co), zamknęli drzwi, ale okno było otwarte na oścież. Toteż natychmiast rzekoma sztywność zniknęła i przez to okno wyskoczyłam, po drodze lądując na jakiejś przybudówce i zgarniając z daszku bluzkę w kolorze fuksjowego różu, która okazała się przyciasna, ale przynajmniej tyłek zakrywała. To było jedyne moje odzienie, które na szczęście nie wzbudzało niczyjego zainteresowania, bo też nikogo po drodze nie spotkałam, asfaltową szosą oddalałam się na bosaka wiedząc, że przecież na piechotę daleko nie zajdę i "oni" zaraz mnie złapią. Zastanawiając się, co mi zrobią, jak mnie złapią, doszłam do jakichś bloków i spotkałam dziecko, kilkuletniego chłopca sierotę, w dodatku Chińczyka. Ponieważ tradycja była taka (gdzie? skąd to wiedziałam?), że jak dziecko będzie miało słonia, będzie traktowane jak dorosły i uniknie zamknięcia w sierocińcu, w tego słonia się zamieniłam. No co? Żaden problem zamienić się w słonia. Całkiem zwyczajnie jestem słoniem, z grubą skórą, trąbą i uszami. Choć raczej słonicą, ale tego już nie zarejestrowałam. W takiej postaci nikt mnie nie pozna, tym samym nie dogoni, nie złapie, mam zapewnione bezpieczeństwo i zarazem zapewniam bezpieczeństwo temu małemu chłopcu. A on zaprowadził słonia, czyli mnie, do myjni. Na tym sen się skończył, choć jeszcze przebłyskiwały oderwane pojedyncze okruchy obrazów, a to zielona gąsienica na wierzbie, a to schody prowadzące do jakiejś wody, a to nieokreślone pomieszczenie w rodzaju stróżówki na budowie. Obudziłam się z odczuciami ambiwalentnymi, bo z jednej strony doświadczać takich odlotów fajnie jest, słoniem jeszcze nigdy nie byłam, nawet we śnie (wielorybem owszem, zanim schudłam), z drugiej pojawiły się jakieś strachy, bandyci, przemoc, niewiele brakowało do koszmaru, co będzie, gdy następnym razem zamkną mnie w pokoju bez okna?
         
      Chyba powinnam wstrzymać się trochę z czytaniem kryminałów, zwłaszcza wieczorami. Główny podejrzany o wpływ "Chińczyk" Henninga Mankella.
         
      Oczywiście sprawdziłam motywy w internetowym senniczku i to już stała prawidłowość, że według rzekomych znaczeń czekają mnie same wspaniałości: zaszczyty, bogactwo, korzystne znajomości, a do tego jeszcze zamążpójście.

         
      Słoń jak słoń, ale że pojawił mi się we śnie mężczyzna, w kontekście hmmm, dosyć bliskim, oooo, to zupełna nowość. Jak dotąd w realu nie miałam doświadczeń ani najmniejszej potrzeby kontaktów z płcią przeciwną (gwoli wyjaśnienia z własną też nie), ani prób nawiązywania tychże, żadnych tęsknot serca dziewiczego i podobnych odruchów w zamyśle natury dążących do przedłużenia gatunku (w zamyśle człowieka do przyjemności). Czy to aby nie za późno, że coś w ten deseń pojawiło się na starość? Kompletnie bez sensu. No, ale rzecz przydarzyła się we śnie, gdzie szukanie sensu jest bezcelowe, co najwyżej można się doszukiwać jakichś wypieranych emocji czy potrzeb, choć to też naciągane, te wszystkie freudowskie koncepcje wmawiają tłamszenie własnej seksualności we wszystkim, od buta po kokardę. No więc sen był ze wszech miar nietypowy, albowiem także pierwszy raz mi się zdarzyło, że był sterowany. Taki w półświadomości, lucid dream, znałam wcześniej, ale tym razem w autentycznym, głębokim śnie wiedziałam, że to sen i dlatego, że niezbyt mi się podobała atmosfera, jakiś pusty plac, ciemne osiedle, po krótkim zastanowieniu, czy się obudzić i stwierdzeniu, że szkoda marnować takiej okazji, postanowiłam sobie go uprzyjemnić. Skoro mogę rozkazywać co ma być, niech mi się pojawi towarzystwo, męskie i najlepiej przystojne, które by tę atmosferę zamieniło na romantyczne spotkanie z adoratorem o zmierzchu. Najśmieszniejsze, że "wydałam polecenie" i nie określiłam jak ten mężczyzna ma wyglądać - dałam mu dowolność wyboru, z ciekawością oczekując "co wyjdzie". Z ciemności wyszedł chłopak, który okazał się zbyt niski i za szeroki jak na mój ideał obowiązujący w realu (lubię wysokich i szczupłych, a wręcz kościstych, żadni tam kulturyści), ale w sumie całkiem-całkiem, z twarzy przypominał Supermana (śp. Christophera Reeve'a). Jakoś nie zwróciłam uwagi, że wiekowo mógłby być moim synem, ale we śnie mój wiek też przecież nie istniał. Potem randka odbyła się według wszelkich reguł romantyczno-platonicznych, spacer, trzymanie się za rączki, przytulanie i głaskanie, nikt nic nie mówił i to był duży plus. Zakończyło się w pozycji horyzontalnej na jakiejś kanapie, ale poziom abstrakcji wyszedł już poza granice akceptowalne, gdyż chłopak się rozszerzył jeszcze bardziej, tak, że gdyby miał gumowe ciało, mógłby mnie tułowiem owinąć jak kocem, co uznałam za przesadę i zakończyłam tę zabawę. Może następnym razem nie pozostawiać towarzyszowi marginesu na swobodne kształtowanie swojej postaci? Kiedy zdarzy się ten następny raz?

         
      Całkiem niedawno pożyczyłam Salvadora Dali "Moje sekretne życie". Z mottem autora: "Od wariata różni mnie tylko to, że nim nie jestem". Myślałam, że fantazję mam na tyle rozwiniętą, że podążanie za fantazjami tego właśnie artysty byłoby w moim zasięgu. Niestety, nie byłam w stanie przeczytać nawet ćwierci, aż takie wariactwo (nawet jeżeli udawane) przekroczyło mój poziom percepcji i odpuściłam. Zastanawiam się teraz, czy aby nie spróbować jeszcze raz, bo jak wskazują powyższe obrazki, mogło się zdarzyć, że zasięg rozumienia wariactwa trochę mi się zwiększył. Ale może lepiej nie? Jeżeli tego typu cytat uznam za całkiem zwyczajny opis, pewnie od wariata nie będzie mnie różniło nic, bo nim się stanę. 
          Kolacja w słabo oświetlonej jadalni stawała się jakby słodką rekonwalescencją po rozpuście krasomówstwa, jakiej oddawałem się na wieży. Na sąsiednim krześle czekał już sen. Czasem nawet trącał mnie nogą pod stołem i pozwalałem mu się ogarnąć.

          Jest godzina 15:34. Dobranoc.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      sobota, 10 czerwca 2017 15:34
  • piątek, 09 czerwca 2017
    • Repolonizacja

          Repolonizacja banku PEKAO SA objawiła się zmianą logo, powrotem żubra w miejsce kulki z fajką. Pozytywne zaskoczenie, raz, że nie spowodowało to "przerwy technicznej", tylko zrobiło się z dnia na dzień, przynajmniej na stronie internetowej mojego biura maklerskiego, dwa, że nie było rozpisanego przetargu na projekt nowego logo za ciężkie miliony, na którym miałaby się obłowić firemka czyjegoś pociotka. Wśród "dobrych" zmian coś, może nie jakoś spektakularnie dobrego, ale przynajmniej nie rozwalającego wszystkiego w pył, jest mimo wszystko godne zauważenia. Obym tylko nie pochwaliła dnia przed zachodem słońca, ciekawe, co z pracownikami. To jest jeden z nielicznych banków, w którym uchowały się w okienkach starsze osoby, przynajmniej w oddziale, który odwiedzam. Oby nie okazało się wkrótce, że napiszę "to BYŁ jeden z nielicznych banków". Tak poza tym, to jedyny bank, za którego usługi płacę, 60 zł rocznie, wypada 5 zł miesięcznie i brak czystek wśród załogi miał tu znaczenie. Jeżeli wywalą "staruchów", których przez lata nie pozbył się włoski właściciel, zlikwiduję ten rachunek, działając trochę "na złość babci odmrożę sobie uszy", bo jednorazowa opłata za przeniesienie papierów będzie znacznie wyższa, ale już później nie zobaczą ani grosza. Będę się przyglądać tej repolonizacji, co ogólnie biorąc jest dobrym kierunkiem, ale jak to zwykle bywa, nawet najlepszy pomysł źle wykonany przynosi więcej szkód niż korzyści. Pomimo odruchu wymiotnego co do działań tej władzy, trzeba się uczepić choćby tych maleńkich pozytywów, żeby nie zwariować.
      zubrlogo

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      piątek, 09 czerwca 2017 10:11
  • czwartek, 01 czerwca 2017
  • poniedziałek, 29 maja 2017
    • Też kwiaty

          To łatwe, pstryknąć fotki i powrzucać. 
      irysy
          Irysy na tle okien szkoły (mojej byłej podstawówki), które rosną na miejscu wyciętych dawno temu wierzb, z których zbierałam gąsienice. Przez to słońce świeci dzieciom prosto w okna i ze świetlicy (o ile nadal jest w tym miejscu świetlica-stołówka) robi się piekarnik, o tym z pewnością nikt nie pomyślał.
      iryssolo
          I irys solo na tle krzewu chyba berberysu.
      Zdjęcia sprzed kilku dni, na dziś już one wszystkie przekwitły.

          A tych poniżej nie znam i liczę, że jak zwykle znajdzie się ktoś, kto podrzuci nazwy tych roślin.
      ostrozkowate
          Ten kwiatek ma coś z dzwonka i ostróżki. Były też odmiany fioletowe i różowe.
      bialy
          Ten kwitnący krzaczek chyba jest krewnym jaśminu, pachnie podobnie, ale widać, że to coś innego.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Też kwiaty”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 maja 2017 20:35
  • czwartek, 25 maja 2017
    • Kwiaty

          Tak, to były konwalie, z małym dodatkiem. 
      konwalie

          A te "kwiaty" chyba wszyscy znają :)
      dmuchawce
      dmuchawiec
          Ciekawe, że tylko jeden wyszedł zza krat... Z drugiej strony, za kratami wszystko zostało wykoszone do kilkucentymetrowej szczeciny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 maja 2017 11:17
  • niedziela, 21 maja 2017
    • Pesymizm wiosenny

          Przesyłka do odebrania w Lublinie (i stamtąd nadana) to ewidentna pomyłka, ktoś źle wpisał numer telefonu do powiadomienia i trafiło na mój. Zbieg okoliczności, że akurat wypisywałam głupoty :) i fantazja mnie poniosła z tym zgadywaniem "prezentu od profilu". W ogóle fantazja ostatnio mnie ponosi i nie wiem, czy te plany przemeblowania całego życia i przeprowadzki w ciemno, to jej przyczyna czy skutek. Jedyny pozytyw, że powymyślałam kilka nowych diagramów do krzyżówek i poszedł oryginalny zestaw świąteczny, a już miałam dosyć tego dłubania. Za chwilę pewnie znowu będę mieć dosyć. Tymi krzyżówkami już rzygam, to fajne hobby na po godzinach, ale zajmować się tym tyle lat i nie mieć innej alternatywy bytu, tylko te śmieszne honoraria nie przekraczające minimum egzystencji, bez żadnego zabezpieczenia na starość i jeszcze się upominać o "zapomniane" zadania (pół roku opóźnienia w wypłacie), czyli śledzić co i gdzie drukują, bo egzemplarze autorskie przestali przysyłać - największego entuzjastę może zbrzydzić.
         
      Co w zamian? Wyjazd, tak, a w Warszawie kariera żebraka pod marketem, w najlepszym razie zasuwanie z mopem na czarno. Tak się pewnie skończy to całe "uwierzenie w siebie i kucie własnego losu" jak z ogródkiem. Żeby mieć pracę, "wystarczy tylko chcieć", no proszę: chciałam i zrobiłam, a zapłata? Krzaczek róży usechł, nie wiem, może jak go przycinałam już był nieżywy, bo mu zaszkodził śnieg, gdy jeszcze w listopadzie kwitł, ale moje chęci poszły się paść. Za to po kolana wybujał glistnik - to taki chwast, jakby ktoś nie wiedział. Wyrósłby tak samo, czy bym wysprzątała, czy nie. I owszem, "miałam pracę", sama ją sobie stworzyłam, tylko poza dwoma dniami bólu w plecach i kolanach, nie zyskałam z tego nawet głupiej satysfakcji, że coś wygląda ładniej. Wygląda tak. 
      glistnik
          Nic nie robisz - nic nie masz. Coś robisz - też nic nie masz, poza zmęczeniem. Należysz do "lepszego sortu" - masz zawsze, niezależnie od tego czy cokolwiek robisz. Do dupy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      bpaczek
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 maja 2017 00:06

Archiwum

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny


...............---------------........
............WSZYSTKIE.......
..................MOJE.............
..............REKLAMY........
.....................klik..............
.............----------------........